Pierwsza część
Choć była szczęśliwa z faktu opuszczenia żydowskiej dzielnicy, jednocześnie martwił ją los pozostawionych tam najbliższych. Furman powiedział do bohatera, iż na polecenie pana kierownika przywiózł rzeczy doktorowej na przechowanie. Wszyscy ludzie pracujący w filii dorabiali sobie na boku: sprzedawali wapno na ulicy, robili swoje warsztaty przewozowe, narrator kradł wręcz kredę i ton (glinkę kredową do produkcji farb), które sprzedawał potem w mydlarni. Nad szklanką bimbru handlował z nimi ludźmi, uwięzionymi w szkole. Nocą policjanci wypuszczali poprzez okna budynku tych, za których otrzymali od niego pieniądze (sklepikarz był pośrednikiem w wykupywaniu osób przez rodzinę czy znajomych). Gdy samochody się zatrzymały, w jednym z nich bohater ujrzał wciśniętą w tłum osób, bladą i wystraszoną Marię. Miała przyjść do niego wieczorem, ale już nigdy niebyło jej to informacje. Tadeusz doszedł do wniosku, że nie ma między nimi żadnej różnicy: zarówno więzień, jak również niewolnik, nie mieli nic swojego, obaj byli oznakowani numerem jak zwierzęta, wykonywali taką samą ciężką pracę, chciano maksymalnie ich wykorzystać: „Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie, świątynie i greckie posągi”.

Dlatego także sprowadzono ją wraz z dzieckiem do obozu, pana młodego ubrano w garnitur i krawat, a wszystko sfotografowano przy dźwiękach grającej orkiestry. Narrator bez przerwy był świadkiem przyjeżdżających transportów z ludźmi. Pewnego dnia zasiedlono je mniej więcej trzydziestoma tysiącami kobiet, które przebrano w kolorowe sukienki. Z tego względu obóz nazwano Perskim Rynkiem. W dzień wychodziły z baraków na zewnątrz, gdyż komando Wagner budował Na Perskim Rynku drogę z kamienia, kanalizację i umywalki na wszystkich odcinkach Birkenau. Choćby błagała o poradę dla chorego, ukrywanego dziecka, nie uzyskała jej ani od Żyda, ani od Tadka: „Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku” (chwilowy odruch współczucia uznał za niedorzeczny). Raz wśród przywiezionych narrator widział starszą kobietę z córką. Kiedy mała nie chciała od niej odejść, esesman (powtarzając, ażeby była odważna) poprowadził ją rozebraną do płonącego dołu, po czym strzelił w głowę. W czasie postoju w ucieczce, bohater odkręcił śruby pokrywy i zobaczył w kotle zupę z żółtymi okami margaryny pływającymi po powierzchni, a na dnie pokrzywy.

Dlatego także sprowadzono ją wraz z dzieckiem do obozu, pana młodego ubrano w garnitur i krawat, a wszystko sfotografowano przy dźwiękach grającej orkiestry. Narrator bez przerwy był świadkiem przyjeżdżających transportów z ludźmi. Pewnego dnia zasiedlono je mniej więcej trzydziestoma tysiącami kobiet, które przebrano w kolorowe sukienki. Z tego względu obóz nazwano Perskim Rynkiem. W dzień wychodziły z baraków na zewnątrz, gdyż komando Wagner budował Na Perskim Rynku drogę z kamienia, kanalizację i umywalki na wszystkich odcinkach Birkenau. Choćby błagała o poradę dla chorego, ukrywanego dziecka, nie uzyskała jej ani od Żyda, ani od Tadka: „Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku” (chwilowy odruch współczucia uznał za niedorzeczny). Raz wśród przywiezionych narrator widział starszą kobietę z córką. Kiedy mała nie chciała od niej odejść, esesman (powtarzając, ażeby była odważna) poprowadził ją rozebraną do płonącego dołu, po czym strzelił w głowę. W czasie postoju w ucieczce, bohater odkręcił śruby pokrywy i zobaczył w kotle zupę z żółtymi okami margaryny pływającymi po powierzchni, a na dnie pokrzywy.