61 Informacje - rozpoczyna

Pierwsza część

Choć była szczęśliwa z faktu opuszczenia żydowskiej dzielnicy, jednocześnie martwił ją los pozostawionych tam najbliższych. Furman powiedział do bohatera, iż na polecenie pana kierownika przywiózł rzeczy doktorowej na przechowanie. Wszyscy ludzie pracujący w filii dorabiali sobie na boku: sprzedawali wapno na ulicy, robili swoje warsztaty przewozowe, narrator kradł wręcz kredę i ton (glinkę kredową do produkcji farb), które sprzedawał potem w mydlarni. Nad szklanką bimbru handlował z nimi ludźmi, uwięzionymi w szkole. Nocą policjanci wypuszczali poprzez okna budynku tych, za których otrzymali od niego pieniądze (sklepikarz był pośrednikiem w wykupywaniu osób przez rodzinę czy znajomych). Gdy samochody się zatrzymały, w jednym z nich bohater ujrzał wciśniętą w tłum osób, bladą i wystraszoną Marię. Miała przyjść do niego wieczorem, ale już nigdy niebyło jej to informacje. Tadeusz doszedł do wniosku, że nie ma między nimi żadnej różnicy: zarówno więzień, jak również niewolnik, nie mieli nic swojego, obaj byli oznakowani numerem jak zwierzęta, wykonywali taką samą ciężką pracę, chciano maksymalnie ich wykorzystać: „Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie, świątynie i greckie posągi”.

Dlatego także sprowadzono ją wraz z dzieckiem do obozu, pana młodego ubrano w garnitur i krawat, a wszystko sfotografowano przy dźwiękach grającej orkiestry. Narrator bez przerwy był świadkiem przyjeżdżających transportów z ludźmi. Pewnego dnia zasiedlono je mniej więcej trzydziestoma tysiącami kobiet, które przebrano w kolorowe sukienki. Z tego względu obóz nazwano Perskim Rynkiem. W dzień wychodziły z baraków na zewnątrz, gdyż komando Wagner budował Na Perskim Rynku drogę z kamienia, kanalizację i umywalki na wszystkich odcinkach Birkenau. Choćby błagała o poradę dla chorego, ukrywanego dziecka, nie uzyskała jej ani od Żyda, ani od Tadka: „Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku” (chwilowy odruch współczucia uznał za niedorzeczny). Raz wśród przywiezionych narrator widział starszą kobietę z córką. Kiedy mała nie chciała od niej odejść, esesman (powtarzając, ażeby była odważna) poprowadził ją rozebraną do płonącego dołu, po czym strzelił w głowę. W czasie postoju w ucieczce, bohater odkręcił śruby pokrywy i zobaczył w kotle zupę z żółtymi okami margaryny pływającymi po powierzchni, a na dnie pokrzywy.

Druga część

Choć była szczęśliwa z faktu opuszczenia żydowskiej dzielnicy, jednocześnie martwił ją los pozostawionych tam najbliższych. Furman powiedział do bohatera, iż na polecenie pana kierownika przywiózł rzeczy doktorowej na przechowanie. Wszyscy ludzie pracujący w filii dorabiali sobie na boku: sprzedawali wapno na ulicy, robili swoje warsztaty przewozowe, narrator kradł wręcz kredę i ton (glinkę kredową do produkcji farb), które sprzedawał potem w mydlarni. Nad szklanką bimbru handlował z nimi ludźmi, uwięzionymi w szkole. Nocą policjanci wypuszczali poprzez okna budynku tych, za których otrzymali od niego pieniądze (sklepikarz był pośrednikiem w wykupywaniu osób przez rodzinę czy znajomych). Gdy samochody się zatrzymały, w jednym z nich bohater ujrzał wciśniętą w tłum osób, bladą i wystraszoną Marię. Miała przyjść do niego wieczorem, ale już nigdy niebyło jej to informacje. Tadeusz doszedł do wniosku, że nie ma między nimi żadnej różnicy: zarówno więzień, jak również niewolnik, nie mieli nic swojego, obaj byli oznakowani numerem jak zwierzęta, wykonywali taką samą ciężką pracę, chciano maksymalnie ich wykorzystać: „Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie, świątynie i greckie posągi”. Dlatego także sprowadzono ją wraz z dzieckiem do obozu, pana młodego ubrano w garnitur i krawat, a wszystko sfotografowano przy dźwiękach grającej orkiestry. Narrator bez przerwy był świadkiem przyjeżdżających transportów z ludźmi. Pewnego dnia zasiedlono je mniej więcej trzydziestoma tysiącami kobiet, które przebrano w kolorowe sukienki. Z tego względu obóz nazwano Perskim Rynkiem. W dzień wychodziły z baraków na zewnątrz, gdyż komando Wagner budował Na Perskim Rynku drogę z kamienia, kanalizację i umywalki na wszystkich odcinkach Birkenau. Choćby błagała o poradę dla chorego, ukrywanego dziecka, nie uzyskała jej ani od Żyda, ani od Tadka: „Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku” (chwilowy odruch współczucia uznał za niedorzeczny). Raz wśród przywiezionych narrator widział starszą kobietę z córką. Kiedy mała nie chciała od niej odejść, esesman (powtarzając, ażeby była odważna) poprowadził ją rozebraną do płonącego dołu, po czym strzelił w głowę. W czasie postoju w ucieczce, bohater odkręcił śruby pokrywy i zobaczył w kotle zupę z żółtymi okami margaryny pływającymi po powierzchni, a na dnie pokrzywy.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47] [48] [49] [50] [51] [52] [53] [54] [55] [56] [57] [58] [59] [60]